30 sierpnia 1914 roku Zofia Nałkowska pisze w swoim dzienniku (1909-1917) o pradziadku Henryku G. Konopnickim, który w lipcu 1914 został powołany do wojska. Żona, Maria Konopnicka z domu Ciupka, wyjechała w tym czasie z córką Ewą do rodziców do Wróblika Szlacheckiego. Maria jest w pierwszych miesiącach ciąży, być może jeszcze o tym nie wie…
Wczoraj dostaliśmy kartę od Konopnickiego: „pozwoliłem sobie wskazać kolegom adres kochanych Państwa, aby w razie mojej śmierci przesłano do nich zawiadomienie i moje pożegnalne listy. Wskazałem dlatego tam, że rodzina moja w Łodzi może być odcięta od Królestwa”. – W tym świetle widzę tego człowieka na zupełnie innej płaszczyźnie – i żal mi teraz różnych niesprawiedliwości może i niedocenień. Brałam mu za złe brak talentów towarzyskich i nudę, którą zarażał, i to, że zbrzydł. A był taki przepracowany i stroskany. Jeden z ostatnich spędzonych u nich wieczorów, gdy nie oczekiwało się jeszcze niczego, mowa była nie wiem czemu o sprawach zasadniczych, ciężarze życia, znikaniu zainteresowań i entuzjazmów. Wspominaliśmy dawne czasy, spotkania „na czwartaku”, wspólnych przyjaciół, zwłaszcza Stefana Pogorzelskiego. Była to jakby likwidacja młodości – zresztą tylko z ich strony, gdyż u mnie zawsze te zestawienia jakoś inaczej wypadają. Później ona wyjechała na parę dni przed początkiem wojny do rodziców swoich w Galicji – i teraz nie ma możności skomunikować się z nim ani pewno dowiedzieć, czy żyje.

